Wulgaryzm na powitanie.

Pan jest taki wysoki, Pan tak blisko jest Nieba, a tak mało tam widzi. Ja bym Pana nawet pobłogosławił, wskazał może drogę, skontaktował z kołami i scholkami, oni pomogą, wyleczą, zaopiekują się. Proszę spróbować u księdza proboszcza, on wysłucha, pomoże, wyleczy, zaopiekuje się.

I ja nie przeczę, że on się mną zaopiekuje. Ksiądz Proboszcz z mojego miasta, podła kanalia nawet w oczach wierzących, to jedyny, jak dowiedziałem się od znajomego ministranta, który nie tyka wódki. Może i chamem jest, prostakiem i lubi używać krzyża w charakterze rózgi, no ale nie pije, abstynent, na mszy nalewają mu soku.

na mszy nalewają mu soku

    On mi pomoże, wyleczy, zaopiekuje się. Może tym razem nie usadzi (jak w przypadku „egzaminów” do bierzmowania, które zdawałem cztery razy i w końcu znajomy ministrant wstawił się za mną). Otworzy ten swój skórzany kajecik, przewertuje kartki i odnajdzie stronę z moim nazwiskiem.

Pan P., Pan powinien się pouczyć przypowieści o latarniach, o siewcach i o winie. O winiarni znaczy. Pan pamięta, że Pan Synem Bożym jest, że są pewne cele i pewne zasady, według których musimy wszyscy iść. Do Pana Naszego, wie Pan, rozumie – On czeka, ja czekam i wszyscy, cały Kościół, proszę Pana, czeka. Co Pan mówi? Że o co Pan pyta? Pan pyta, czy można nie być Synem Bożym, a Córką Bożą? Proszę Pana, proszę sobie żartów nie stroić, bo ja Pana wyproszę i nici z pomocą. Proszę mi tu nie wyjeżdżać z pomocą bliźniemu w potrzebie, proszę nie mówić o zbłąkanych owieczkach, bo Pan nie ma pojęcia, czym są owieczki.

nie z takimi ateistami
dawałem sobie radę

Nie z takimi już sobie ateistami dawałem radę. To się robi tak, że jak przychodzi taki apostata, to my prowokujemy, proszę Pana, i gdy on coś powie, obrazi, zacznie się motać, to my wtedy do psychika dzwonimy, a oni przyjeżdżają natychmiast, mówię Panu, tak to działa. I potem ma Pan całe psychiatryki zapieprzone antyklerykałami. Już tam niedługo ten komuch Urban trafi, my się postaramy, proszę Pana. Więc sam Pan widzi, że na upartego nic Pan nie zdziała. Proszę się uspokoić, odetchnąć, otworzyć serduszko. Że Pan pierdoli serduszko? Proszę nie być wulgarnym, pewne słowa łącza z Szatanem, a on tylko czeka, czyha na takich jak Pan. Nie ma Pan wyjścia, zupełne dno, pułapka, bagno. Telefon do przyjaciela nie pomoże i nawet jak Pan będzie dziesięć razy dziennie seks oralny uprawiał, nawet jak Pan nasika na krzyż, na ołtarz narobi, to ja zaręczam, i tak Pana Bóg będzie kochał!

i tak cię Bóg
będzie kochał

Po długiej nieobecności, witam ponownie na Wulgaryzmie. Witrynie poświęconej buntowi przeciwko religiom i Religii panującej, utartym schematom, które nijak się mają do rzeczywistości (i które nijak się miały do przeszłości). Piszę, bo jestem egoistą, bo sięgam po drugą stronę medalu, bo nie stronię od immoralizmu. Piszę, bo mam taki kaprys, bo nie widzę potrzeby pozytywistycznej tendencyjności, bo nie chcę zmieniać świata. Piszę, możemy uznać, bo nie chcę.

Opublikowane w: on 05pm7 8, 2007 at 00:45 Dodaj komentarz

O Was słów kilka, Tomaszu i Bartku

Jeszcze dzisiaj zdarza się, iż na którąś moją wypowiedź adwersarz reaguje oburzeniem, że jak tak można, że naród, że Polska, że godło psia mać! Krew, biel, kto ty jesteś, Polak mały, przestań tak mówić, to skandal, to się w głowie nie mieści, kto cię wychował.
Są to zwykle osoby młode (co ciekawe, zwykle studiujące), wychowane w typowej tzw. rodzinie atomowej, gdzie każdego dnia podczas ubierania się towarzyszy im niemy powieszony Jezus.

Jezus, jak wiemy, jest dobry. Jest uosobieniem dobra, a każdy członek rodziny atomowej musi być dobry, bo przecież nie może być tak, iż ta większość kraju jest zła. Dobry jest więc Tomasz z Wrocławia, który każdego dnia w stopę całuje Syna Bożego, dobry jest też Bartek z Wałbrzycha, który swój srebrny krzyżyk na piersi nosi. Są dobrzy, leje się poświata, sączy z nich niebiański spokój i ostateczne oddanie.

Tomasz i Bartek mają jedną wadę. Łatwo ich sprowokować dotykając bardzo wrażliwej sfery ich życia. Kwestia Jezusa. Kwestia boska. Wystarczy nawiązać ich celu przecież, do tego, który wisi w ich mieszkaniach, a wówczas od razu zdają się kipieć, Etna, Pinatubo, zło i szatan.
Bo zarówno Tomek i Bartek, mimo iż lat powyżej dwudziestu mają, to do dziś nie potrafią Jezusa zrozumieć. Ślepa wiara każe im nosić krzyżyk i krzyczeć na tych, którzy odważyli się zapytać, jakim cudem Jezus z krzyża nie spadł, jakim cudem nie spadli jego koledzy-przestępcy.

Tomek nie wie, nie pyta. Tomek idzie i krzyczy, czerwienieje, ściska krzyżyk i błaga rozgrzeszenie. Wieczorami nasz Tomek klęka; prosi o dobre życie kogoś zmarłego, może przeprasza za masturbację, może próbuje przekonać Jezusa, że jutro ma trudne kolokwium i zdać je musi.
Tomek zasypia sam. Bóg unosi się nad nim, patrzy z miną niemego starca i znika. Jest jeszcze Bartek. On też będzie pieprzył mi o jutrzejszym kolokwium, o chęci zdobycia dziewczyny, o masturbacji, o tym że umarł mu tatuś i muszę się nim zająć.

Smutne jest życie Tomka i Bartka.

Opublikowane w: on 12pm12 8, 2007 at 00:45 Komentarze (13)

Jedziemy windą do Nieba – podpisano, Dzieci.

Dotychczas zmarłe dzieci, którym nie dane było dostąpić zaszczytu chrztu, a okoliczności sprawiły, że musiały rozstać się z naszą Ziemią, trafiały do otchłani, do zatoki dzieci – do niezbyt sprecyzowanego limbus puerorum. Dziś za sprawą Komisji Teologów i Papieża, pojechały windą do nieba.

Takie nagłe wyniesienie zmarłych nieochrzczonych dzieci wydaje się, z której strony nie patrzyć, zupełnie pozbawione powagi. Ba, wręcz jest śmieszne. Przede wszystkim dlatego, że sama otchłań nigdy nie była skodyfikowaną kościelną prawdą wiary, nigdy nie była też czymś oczywistym (stąd mało ludzi o niej w ogóle wie). Libus puerorum to teoria teologiczna, jak zaznaczył sam Papież Ratzinger, a nie prawo boskie czy też kościelne. Teoretycznie więc nie miała w ogóle racji bytu w praktyce, jednakże na przestrzeni wieków biskupi Rzymu mocno obstawali przy tym, nie ukrywajmy, egoistycznym założeniu zrodzonym jeszcze za św. Tomasza.

Dzieci z grzechem pierworodnym, gdy umierały nim zdołały wypowiedzieć słowo: “Jezus”, “Maria” lub nawet “mama”, trafiały do otchłani. Tak uważał Kościół (mimo, jak zaznaczyłem, nie była to prawda wiary), stąd dzieci takie nie miały na pogrzebie księdza, nie były chowane w obrządku katolickim. Dziwne, zwłaszcza, że to chyba nie św. Tomasz, nie Ratzinger, ani nie Komisja Teologów ma oceniać, dokąd trafi człowiek. Wciąż powtarzam: Bóg nie potrzebuje Twojej pomocy. Poradzi sobie. A pomaganie mu w segregacji owieczek i w papierkowej robocie jest, nazwijmy to umownie, czystą kpiną z jego Wszechmocy.

Już pomijam fakt dla ateisty lub antyklerykała oczywisty, tj. żadna ludzka władza nie ma prawa wybierać ci drogi za życia, a tym bardziej po śmierci (o zgrozo, jak to brzmi!). Skupmy się raczej na powodach nagłego zajęcia się biednymi, uwięzionymi dziećmi w strasznej otchłani.

“Times” twierdzi, że:  niezależnie od przekonań teologicznych papież chce w ten sposób pozyskać dla chrześcijaństwa ludność misyjnych krajów Afryki i Azji, gdzie śmiertelność noworodków jest wysoka. Zarzucenie hipotezy otchłani przez Kościół, może odwieść niektórych od zamiaru przyjęcia islamu, wedle którego dusze noworodków idą prosto do nieba. (źródło: gazeta.pl)

Czyli to, o czym pisałem parę miesięcy temu. Kościół dostosowuje się, zmienia – wolno, metodą prawdziwie ewolucyjną i bez akceptowania sprzeczności. Ale zmienia się.

Katolicy obecnie bronią się – “to była tylko teoria, opinia teologiczna”. Nie zapominajcie jednak, że może i teoria, ale stosowana w praktyce. A sam fakt decydowania przez was o tym, czy owe nieszczęsne dzieci mają prawo ujrzeć św. Piotra, jest zupełnym brakiem kultury i chamskim egotyzmem.

A tak skomentował to Athei, członek Partii Racja: A Zarząd Generalny Nieba wie już o tym? Poinformował ktoś Niebieską Kwaterę Główną, żeby się przygotowała na potężną falę imigracyjną z limbo puerorum ? (źródło: ateista.pl)

Opublikowane w: on 10pm7 8, 2007 at 00:45 Komentarze (5)

Jak będę duży, zostanę strażakiem

Pamiętamy wszyscy te pytania i odpowiedzi. Jasiu, Zosiu, kim będziecie w przyszłości? Z wielkim uśmiechem na twarzy odpowiadaliśmy: “Strażakiem, policjantem, lekarzem, astronautą”. Mi matka ciągle powtarzała, że może i zostałem znaleziony w kapuście, ale prezydentem kraju muszę być. I mówiłem, dobrze mamusiu, chociaż w duchu tak naprawdę chciałem być ogrodnikiem.

Wcale nie uważałem, że ogrodnictwo to coś niemęskiego. Lubiłem kwiatki i bratki i nawet stokrotki. I dorosłem, a idea parania się grabkami i kosiarką zupełnie zanikła.
Zadałem ostatnio pytanie młodym ludziom. Kim chcielibyście zostać, jak będziecie duzi. A oni popatrzyli na mnie z politowaniem i odpowiedzieli: A skąd mamy wiedzieć?
Byli to ci sami, którzy w dzieciństwie wierzyli w strażaków.

Zastanowiło mnie to. Oczywiście, że dziecięca naiwność nie pozwalała nam wybrać zawodów lepszych, lub chociaż spojrzeć na wszystko z pewnym dystansem. Ale dlaczego dzisiaj, gdy mamy po dwadzieścia lat, nikt już nie wierzy, że zostanie ogrodnikiem?

Morderstwo na dziecięcej naiwności łatwo zwalić na państwo. A to bezrobocie, a to marazm i zastój, a to przez wciąż żyjące hasła “No future”. Starcy mówią: “za komuny było lepiej”. Młodsi mówią: “Nigdzie nie było lepiej”.
Czy zawsze jest tak samo?

Wydaje się, że tak. Rodzimy się czyści, kultura daje nam charakter i światopogląd – wyznacza cel. Z policjanta na złodzieja, ze strażaka na stolarza, z ogrodnika na murarza. I czy nie ma w tym jakiejś niematerialnej przemocy?

Wyjrzyjcie za okno – po ulicach chodzą ludzie, którzy w sercach są strażakami, policjantami i ogrodnikami.
A tylko garstce udaje się zostać tym swoim marzeniem.

Opublikowane w: on 09am14 8, 2007 at 00:45 Dodaj komentarz

Sieciowy fałsz dla idiotów

Mówi o sobie, że jest teistą. Twierdzi też, że kto nie odwiedza jego stron, traci czas, kto nie pyta o siebie, także. Jeśli już zdecydujesz się, drogi użytkowniku, na wejście i przeczytanie “prawd” zawartych na jego stronach, to “Nawet jeżeli nie zgadzasz się z moją interpretacją, zastanowienie się nad poruszanymi tutaj zagadnieniami, będzie miało bardzo pozytywny wpływ na twoją świadomość”. Ali Baba, użytkownik internetu, który prowadzi serwis zapełniony kłamstwami i przeinaczeniami broni się przed zarzutami o fałsz i bałwochwalstwo argumentami, że on wie lepiej.

Kretynizmów na stronach Alibaby nie ma końca. Obok antywolnomyślicielskich postaw i nawoływań do “nawrócenia”, prorok ten stwierdza, iż naukowcy nie mają pojęcia o swojej pracy, a on (nastolatek robiący błędy ortograficzne) wie lepiej. Stwierdza on np. iż “hedonizm jest chorobą duszy” (litości… czy zawsze Pan Ali Baba pisze o czymś, nie znając nawet definicji hedonizmu?), że “lizanie dupy nie jest postępowe” (autentyczny tytuł artykułu)…

Strona przepełniona antyhomoseksualnymi treściami, antyheretyckimi i antyateistycznymi. Ali Baba stawia na prawdziwą krucjatę przeciwko zdrajcom Narodu Polskiego. A czy jeśli już przeczytamy jego artykuł, to mamy szansę na polemikę? Nie. Ali Baba boi się podjąć dyskusji w obawie przed sromotną porażką. Nie zauważył jednak, że takową dawno już poniósł.

Adresy strony nie podam, by nie robić reklamy.

Opublikowane w: on 08pm8 8, 2007 at 00:45 Komentarze (8)

Szukam sekty!

Szukam sekty. Od jakiegoś już czasu; krążę po ulicach, po melinach, chodzę na koncerty i pytam znajomych. Szukam jakiejś sekty. Choćby małej, malutkiej. Takiej tyci tyci. Na pewno gdzieś musi tu być.

W telewizji i w dziennikach, w wiadomościach i w radiach. Wakacje, sezon na truskawki, na czereśnie i na sekty. Wszędzie sekty, wszędzie zło i Szatan. A ja, biedny, opuszczony – szukam tej sekty swojej, szukam jej, tych zakapturzonych ludzi, którzy przy świecach modły odprawiają. Szukam i nie znajduję.

 

Zaufajcie mi – naprawdę jej szukałem – na Przystanku Woodstock, wylęgarni sekt, pytałem się ludzi. Chłopak w długich włosach popukał się w czoło i odszedł z kpiącą miną. Z punkowcem nie miałem już takiego szczęścia – kazał mi spierdalać, bo inaczej będzie destroy. Ktoś inny poradził Krisznę, ale oni nie mają takich fajnych tajemniczych rytuałów, a i jedzenie, w zależności od pory dnia, różne.

 

Więc szukałem dalej. Znajomi zaczęli coś podejrzewać, że wstąpiłęm do sekty. Mówiłem im, że to nieprawda, ale nie chcieli słuchać. Mówili: “Ratuj się, póki możesz. Z nimi nie ma żartów.” Z jakimi innymi? Przed kim mam się ratować, skoro nikt nawet nie chce mnie spaczyć.

 

Pomyślałem, dam ogłoszenie do gazety, ale wydało mi się to przesadą. Bo co napiszę: “Szukam sekty – Dorian”. Albo mocniej: “Szukam sekty. Kurwa mać. – Dorian.” Może by zadziałało. Może jakiś mroczny kapłan się zgłosi: “Ja z ogłoszenia”. Albo mocniej: “Ja z ogłoszenia, kurwa mać!”.

 

W Wiadomościach mówili o ofiarach. Katolickie ośrodki straszą statystykami. Gdzie te tysiące zaginionych i poszkodowanych? No tak – gdzieś są. A gdzie te setki działających organizacji, gdzie te nabory letnie? Mam dostarczyć CV? Maturalne świadectwo?

 

A może świadectwo chrztu?

(albo mocniej…)

Opublikowane w: on 08am6 8, 2007 at 00:45 Komentarze (91)

Po pierwsze: nie demonizuj.

Mówią o sektach i o zatraceniu; seks bez prezerwatyw nazywają grzechem ciężkim, a aborcję morderstwem. Związki seksualne są atakiem masonów, a sami masoni antychrystami. Masturbacja to zło, jak zło to Szatan. Gdybyś ty, człowieku, miał wymyślić na nowo definicję moralności, perwersji i zła, to jakby one brzmiały?

Pamiętam jedną z katechez w szkole podstawowej. Katechetka mówiła o samogwałcie. W głowie natychmiast zabłysła konotacja – samo g w a ł t. Pamiętam, że grzmiała zupełnie poważnie. Machała rękami i powoływała się na Jezusa, który zapewne trzymał ręce na kołdrze, nie myślał o kobietach, a sikał bez dotykania penisa. Samogwałt. Cóż za propagandowa neosemantyzacja kłamców.

Brak poszanowania niedzieli i świąt jest grzechem. Grzechem jest pogarda dla Kościoła i nieobecność na mszy świętej. Grzech to zło. Człowiek jest dobry i wystrzegać zła się musi. Cóż za filantropia godna największych wolnomularzy.

Demonizowanie i neosemantyzacja. Zmiana znaczeń wyrazów, kontekstów i sensów. To jedna z największych broni kleru. Już nie “masturbacja”, a “samogwałt”. Już nie “homoseksualizm”, a “pedofilia”. Już nie “aborcja”, a “morderstwo”. Wszystko jest grzechem, można powiedzieć. Wszystko jest grzechem, czego nie nakazuje Pismo i kler. Zło tkwi w nas, na przekór papieżowi.

I wiecie co? Pielęgnujcie to zło. Jest więcej warte, niż “dobro” Kościoła.

Opublikowane w: on 08pm4 8, 2007 at 00:45 Komentarze (7)

Jest nas więcej.

Z przyjemnością informuję, że przybywa apostatów i ateistów. Cieszę się zwłaszcza z tych pierwszych, bo wreszcie te zawyżone i nierealne statystyki katolików spadną na łeb na szyję.

A to dopiero początek…
Link: http://www.kurier.ateista.pl/news.php?id=103

Opublikowane w: on 07pm5 8, 2007 at 00:45 Komentarze (9)

Niemi geje.

Współcześnie borykamy się z rozmaitymi problemami, które musimy rozwiązać. Tak było zawsze i tak jest i dziś. Nowe zjawisko rodzi kontrzjawisko. W poezji toczą się obecnie dyskusje na temat tego, czy erekcjato jest sztuką wyższą, czy też zwykłą kurwą intelektualnych impotentów. Postępujące rządy prawicy i kleru wywołują wśród lewicy i części areligijnej coraz bardziej gwałtowne sprzeciwy. W rozwijającej się także w naszym kraju nauce – queer studies, pojawiły się już godne pochwały próby postawienia kroku dalej. Bo zauważono problem, (wciąż mówię o naukowym wymiarze, nie zaś medialnym, talk-show) który jest według mnie problemem najważniejszym. Chodzi tu po prostu o brak w dyskursie homoseksualnym homoseksualistów. Zdziwieni? Ależ przecież my już to znamy! Spójrzmy na ciągłe antysemickie poglądy starszych ludzi (i, o zgrozo, młodych także). Nikt nie zauważył jednak, że Żydów nie ma i od dawna nie było. Nie tak dawno rozmawiałem z pewną osobą, która na wyżej postawioną tezę powiedziała: „Są, nawet nie masz pojęcia, ilu ich jest”. Czy chodziło mu o żydowsko-polskich pisarzy, czy też o znajomych z podwórka od piłkarskich meczy? Nie potrafił mi wyjaśnić. Zresztą, ostatnie rewelacje dotyczące Smerfów i wolnomularstwa (Smerfy sztuką królewską? Dobre sobie.) także mogą być tu przykładem, oraz teoria spisku (Kod da Vinci, Illuminati i fanatycy szukający wszędzie symboli tajnych stowarzyszeń) potwierdzają jedynie to, że szukamy czegoś, czego powszechnie nie ma. I wciąż o tym rozmawiamy.

Innym przykładem, bliższym nam, jest internet. To zadziwiające, że rozmaite queer’owe strony pozbawione są głosu homoseksualistów. Zwykle tęczowe WWW prowadzone są przez tęczowych dla tęczowych, i odwrotnie. I choć w tym przypadku, nie jest jeszcze tak źle (szybko się to rozwija), to w przypadku prawicy, woła o pomstę do nieba.

Bo rzeczywiście, trudno jest mówić, żeby homoseksualista zabierał głos w prawicowych mediach i środkach przekazu. Ale, wybaczcie, jak można pisać o gejach i lesbijkach, nie dając im dojść do słowa? Ograniczając w dyskursie queer rolę ogniwa NAJWAŻNIEJSZEGO, to jest właśnie homoseksualistów, można powiedzieć, cytując Błażeja Warkockiego, że dobry gej to niemy gej.

Kolejne konserwatywne głosy karmią się ciągle tą samą logiką: homoseksualiści – nie zaprzeczajmy oczywistym faktom – do końca normalni nie są, ale nie da się ich wyeliminować. Trzeba więc – niestety – pogodzić się z ich istnieniem (tu zazwyczaj pojawiają się słowa "szacunek", "delikatność" albo podobne). Domaganie się jakichkolwiek praw jest absurdem. Najlepiej jest, jak jest. Ten schemat najwierniej wypełnił Jan Trzciński ("Debel to nie mikst"). Utrzymany w autorytarnej tonacji artykuł opiera się na założeniu o "nikłej dziś wrogości wobec osób o orientacji gejowskiej". Autor nawet nie próbuje wyjaśnić, skąd ma takie informacje. Uznaje swe założenie za oczywiste. Domaganie się praw wzbudzi jedynie żywiołową (i całkowicie słuszną) niechęć heteroseksualnej większości. Zatem geje w swym najlepiej pojętym interesie powinni siedzieć cicho. Dobry gej to cichy gej.”

Kończąc tę krótką notkę, chciałbym zaproponować lekturę: http://www.nts.uni.wroc.pl/teksty/warkocki.html .

Opublikowane w: on 05pm27 8, 2007 at 00:45 Komentarze (2)

Z okazji przyjazdu papieża…

List do papieża Jana Pawła Drugiego. Pocztą niedyplomatyczną – Jacek Podsiadło

Widuję pana w telewizji, zwykle stoi pan w oknie z rękami rozłożonymi bezradnie nad tłumem strojąc miny. Gdyby zaprowadzić ociężałą trzodę na skraj przepaści i zepchnąć, czy pańskie pół Europy małpoludów nie stałoby się lotnym ptactwem? Być papieżem – cóż za smutek; być tak śmiesznym jak najgrubszy w klasie uczeń albo ten, któremu wąs nie sypnął się razem z innymi.

Jak radzi pan sobie z dogmatem o nieomylności, gdy zdarzy się panu pomylić w rachunkach? Poza chęcią kpiny ten problem prawdziwie mnie zajmuje. Starałem się lubić pana, chociaż wiersze pana nie są zbyt udane a wasi kapłani, mówiąc bez ogródek, wpychają ryj wszędzie.

Jednak pańskie słowa brzmiące „Nie jesteśmy pacyfistami; pragniemy pokoju, ale nie za każdą cenę” sprawiły, że pragnę napisać to, co następuje. Za pacyfistów nikt was nie uważa. Pokoju nie czyni się strojeniem min. Proszę zabrać swoich misjonarzy z Afryki i Azji. Kiedy milczeć wystarczy by kłamać, mówić „wiem” jest zbrodnią.

Opublikowane w: on 05pm26 8, 2007 at 00:45 Dodaj komentarz