Bóg i tak mnie kocha.

Zdarzyła mi się niedawno dziwna sytuacja. Siedzieliśmy ze znajomymi, piliśmy piwo i paliliśmy viceroje, gdy jedna z koleżanek, nazwijmy ją z braku pomysłu Mała, zapytała się mnie o wiarę.

Przyznam, że nie lubię o tym mówić. Nie dlatego, że się boję, że jestem zakonspirowanym emo czy czymś w tym rodzaju – po prostu, znudziło mi się. Zareagowałem więc raczej spokojnie, z dystansem, jakby zbywając. Chwilę później jednak, gdy powiedziała mi, że myślała, iż jestem (sic!) wierzący i to mocno, zakrztusiłem się piwem.

To jak to, pomyślałem, ja się tu staram całkowicie odciąć od świętych doktryn i inszych bzdur, a tego zupełnie nie widać? Pal licho, że wyglądam na wierzącego (sic!), ale naprawdę wyglądam na “mocno wierzącego”?

Postanowiłem więc poddać rewizji swoje poglądy – może wśród nich cokolwiek pokrywa się z Dekalogiem albo Biblią. Nie zabijaj, nie kradnij ok, z resztą mam problem. (Denerwuje mnie tym samym zdanie ateistów, iż moralność ateisty jest identyczna jak prawa w Dekalogu). Sprawdzam dalej – egoista, hedonista, bardzo leniwy, znudzony, nałogowiec, amator niemoralnej (tj. nie Jana Pawła) poezji i prozy – ignorant, zwolennik aborcji, feminizmu – wyliczać można długo. Większość z moich zainteresowań wielką czerwoną linią przekreślają nauki Kościoła.

Więc dlaczego psia mać jestem wierzący? Może to ubiór, wygląd? Hmm, długie włosy, sztruksy, piżama “Nie płakałem po papieżu”, ciągle papieros i ciągle podkrążone oczy (wywołuję w nocy diabła). Nie, ja nie jestem wierzący, ni hu hu!

Z braku lepszej teorii powróciłem do rozmyślań na temat podziału ateista-teista. Właściwie wciąż takowego nie ma – są gdzieś ateiści, są antyklerykałowie, są i agnostycy, poganie i krysznowcy – ale są to zbłąkane  o w i e c z k i, duszyczki, które czekają na nawrócenie, na światło z Nieba i ciepłe słowa (i ciepłe ręce) klechy. Nikt nie traktuje tego serio – jesteś ateistą? Ok, więc jesteś nastolatkiem słuchającym Hima, tnącym się przy świetle księżyca i piszącym wiersze o śmierci. Minie ci to. Musi minąć – przecież wiesz, duszyczko, że Bóg i tak cię kocha.

Opublikowane w: on 07am18 8, 2007 at 00:45 Komentarze (2)

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://doriangray.wordpress.com/2007/07/18/bog-i-tak-mnie-kocha/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

2 komentarzy Leave a comment.

  1. Jetsem wierząca,ale z zainteresowaniem przeczytałam wpis.Twoje zdanie,Twój wybór.Niestety dzisiejsze społeczeństwo ateistów nie toleruje.Kiedys może dogonimy resztę świata i wyjdziemy z zaścianka.

  2. Pięknie, ateista wywołujący Szatana. Można by się przyczepić, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jest celowo nielogiczne. :) Pozdrawiam.


Leave a Comment