O sile.

Bawiłem się niedawno w barze. Próbowałem, pamiętam, wyciągnąć z papierosowego dymu parę sylwetek. Zaciekawiło mnie, jakie są te sylwetki, co mówią na pierwszy rzut oka. 

alkoholik o aspiracjach PR

Sylwetka numer jeden mówiła niewiele. Miała bowiem problemy, mocne piwo zwiększyło przyciąganie ziemskie. Sylwetka podpierała się jedną ręką, jednocześnie popalając papierosa. Skośne, podkrążone oczy wołały: „jest mi dobrze, ale więcej już nie zniosę”. Chyba kłamały. Sylwetka zniosła jeszcze dwa piwa i wtedy powiedziała więcej. Człowiek pijany prawdę ci powie. Nie wiem, który idiota stworzył te powiedzenie, bo jest ono zupełnie nietrafione. Może jakiś alkoholik o aspiracjach PR próbował podreperować wizerunek pijaków.

Wracając do obiektu badań, zauważyłem, jak sylwetka ta urosła, jak napięła mięśnie i zaczęła się puszyć. Któryś z jego kolegów objął go przyjacielsko ramieniem, ten zaś odpowiedział groźnym wzrokiem i przemocą. Taką przyjacielską agresją, która zakładała: „słuchaj, może i jesteśmy kumplami, ale spierdalaj ode mnie geju”. Coś w ten deseń. 

adorowany fallus zmalał,
 skulił się i zdechł

 

Zapytałem się go o coś. Zrobił groźną minę, zastygł jak posąg. Gdyby nie był pijany, może i nawet stałby się jakimś siejącym postrach faszystą. Nie wyszło mu jednak. Jego napinana do granic możliwości męskość pękła od litrów wlanego w siebie piwa. Twarz mówiła: „Jestem groźny, jestem mężczyzną, jestem kurwa facetem, mogę pobić, zabić, jestem kotkiem i myszką, tulę się do podusi, zasypiam z włożonym kciukiem do ust”. Jego adorowany fallus zmalał, skulił się i zdechł.

Zapytałem, dlaczego się tak po męsku puszy i co manifestuje. Zrobił jeszcze groźniejszą minę, jeszcze bardziej napiął mięśnie i jeszcze bardziej umilkł. Przypominał naćpanego lwa, który miał zaraz rzucić się do skoku. Uratował mnie drugi kolega. Powiedział, daj spokój, rzeczywiście bez sensu się puszysz.

lansowany partner

Druga sylwetka zdawała się być spokojniejsza. Na pewno mniej pijana. Sprawiał wrażenie nie przewodnika małżeństwa, nie patriarchalnego mężczyzny-rycerza, a obecnie popularnego w pismach (tych dla pań i panów) lansowanego partnera. Partner ten również palił papierosa, lecz pił słabsze piwo. Ubierał się raczej luzacko (nie podkreślał sztucznie męskości). Przez chwilę nawet myślałem, że to najprawdziwszy udżenderowiony człowiek!

Później nadeszła rewizja. Partner zaciągnął się, wypuścił dym i powiedział: „Ja do gejów nic nie mam, niech tylko mi w drogę nie wchodzą. A feministki są głupie dupy, bo chodzą z plakietkami ‘cipa’!”. Partner pokiwał pewnie głową, adorowany fallus przytaknął i dodał coś wyjątkowo męskiego: „Ja nawet jakbym był nie wiadomo jak pijany, to i tak nie uderzyłbym kobiety”. Wierzę na słowo.

Nasi silni mężczyźni sypiają z kciukami w ustach. Potem idą do barów, odziani w obcisłe koszulki manifestują niezależność, potęgę i władzę. I nasuwa się pytanie, czy ta poza, to przypadkiem nie ostatni krzyk (mody) desperacji?

Opublikowane w: on 05pm24 8, 2007 at 00:45 Dodaj komentarz

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://doriangray.wordpress.com/2007/05/24/o-sile/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Leave a Comment