Przenosiny!

Uwaga, od dziś aktualizacje, nowe notki i wpisy będą pod adresem www.wulgaryzm.wordpress.com – adres łatwiejszy do zapamiętania.

Jednocześnie pragnę poinformować, że jak do tej pory odwiedziło mnie 22.5 tysiąca internautów. Ciekawe, jak szybko uda nam się osiągnąć takie statystyki na nowej domenie. Zapraszam raz jeszcze – www.wulgaryzm.wordpress.com
Tę domenę pozostawiam, jednakże nie będę jej już aktualizował.

Opublikowane w: on 07am19 8, 2007 at 00:45 Skomentuj

Bóg i tak mnie kocha.

Zdarzyła mi się niedawno dziwna sytuacja. Siedzieliśmy ze znajomymi, piliśmy piwo i paliliśmy viceroje, gdy jedna z koleżanek, nazwijmy ją z braku pomysłu Mała, zapytała się mnie o wiarę.

Przyznam, że nie lubię o tym mówić. Nie dlatego, że się boję, że jestem zakonspirowanym emo czy czymś w tym rodzaju – po prostu, znudziło mi się. Zareagowałem więc raczej spokojnie, z dystansem, jakby zbywając. Chwilę później jednak, gdy powiedziała mi, że myślała, iż jestem (sic!) wierzący i to mocno, zakrztusiłem się piwem.

To jak to, pomyślałem, ja się tu staram całkowicie odciąć od świętych doktryn i inszych bzdur, a tego zupełnie nie widać? Pal licho, że wyglądam na wierzącego (sic!), ale naprawdę wyglądam na “mocno wierzącego”?

Postanowiłem więc poddać rewizji swoje poglądy – może wśród nich cokolwiek pokrywa się z Dekalogiem albo Biblią. Nie zabijaj, nie kradnij ok, z resztą mam problem. (Denerwuje mnie tym samym zdanie ateistów, iż moralność ateisty jest identyczna jak prawa w Dekalogu). Sprawdzam dalej – egoista, hedonista, bardzo leniwy, znudzony, nałogowiec, amator niemoralnej (tj. nie Jana Pawła) poezji i prozy – ignorant, zwolennik aborcji, feminizmu – wyliczać można długo. Większość z moich zainteresowań wielką czerwoną linią przekreślają nauki Kościoła.

Więc dlaczego psia mać jestem wierzący? Może to ubiór, wygląd? Hmm, długie włosy, sztruksy, piżama “Nie płakałem po papieżu”, ciągle papieros i ciągle podkrążone oczy (wywołuję w nocy diabła). Nie, ja nie jestem wierzący, ni hu hu!

Z braku lepszej teorii powróciłem do rozmyślań na temat podziału ateista-teista. Właściwie wciąż takowego nie ma – są gdzieś ateiści, są antyklerykałowie, są i agnostycy, poganie i krysznowcy – ale są to zbłąkane  o w i e c z k i, duszyczki, które czekają na nawrócenie, na światło z Nieba i ciepłe słowa (i ciepłe ręce) klechy. Nikt nie traktuje tego serio – jesteś ateistą? Ok, więc jesteś nastolatkiem słuchającym Hima, tnącym się przy świetle księżyca i piszącym wiersze o śmierci. Minie ci to. Musi minąć – przecież wiesz, duszyczko, że Bóg i tak cię kocha.

Opublikowane w: on 07am18 8, 2007 at 00:45 Komentarze (2)

Krucjata Nowaka.

Magister hotelarstwa, idealista i prawdziwy przywódca uciśnionych. Ryszard Nowak zabłysnął już wieloma akcjami i pomysłami. Nie zrażony opinią publiczną idzie dalej z podniesionym czołem, święcie przekonany o racji swoich działań.

Zastanawiałem się, co hotelarstwo i turystyka, w dodatku ukończona w Jeleniej Górze, ma wspólnego z sektami, satanizmem, masonami i tajnymi agentami Lucyfera. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to turystyka w Jerozolimie i hotele o nazwie “Piekło”. Być może w nich Ryszard pobierał nauki egzorcyzmów, poznawał definicje poszczególnych wierzeń, zwyczaje sekt i wielkich guru. Nie wiemy i pewnie się nie dowiemy.

Pewne natomiast jest to, że od połowy lat 90 nasz dzielny Ryszard zajął się zwalczaniem ruchów religijnych innych niż katolicyzm. Oberwało się więc sektom, Krysznie, buddystom, Jurkowi Owsiakowi, ekologom, filozofom i wegetarianom. Rysiu, oprócz tego że zwalcza, to w dodatku wskazuje nowe, jakże oczywiste zagrożenia ze strony tajnych grup zakonspirowanych wegetarian, którzy tylko czekają, by zadźgać nas ogórkami i marchewką.

Owsiak wierzy w Szatana

Kariera każdego medialnego idioty polega na wygłaszaniu rewelacji, fanatycznych farmazonów, zestawianiu nieprawdopodobnego z prawdziwym. Rysiu, bojownik w służbie Boga, nazwał więc Owsiaka satanistą, ponieważ ten zbyt dynamicznie macha rękoma. Nowak poszedł dalej – wraz ze swoim Ogólnopolskim Komitetem Obrony przed Sektami rozpoczął akcję “Lato bez sekt”, na którym w przyjaźni można dowiedzieć się czegoś o złych grupach neopogan czy satanistów.

kamieniem w filozofa

Najgłupszym działaniem Nowaka, oprócz przedstawionej listy poniżej, było zaatakowanie grupy ekologów, wegetarian i filozofów właśnie podczas akcji “Lato bez sekt”. Rysiu naoglądał się chyba zbyt wielu filmów akcji, bo rzucił się na biedną grupę z łańcuchami, kijami i kamieniami. Jeden z uczestników zebrania, na którym omawiano problemy ekologiczne Ziemi, został dotkliwie pobity. Gratulację, hotelarzu.

Myslovitz i Trubadurzy -
główni kapłani czarnych mszy

Przycichło o Ryszardzie, smutno mu się zrobiło – co robić – trzeba znów zrobić z siebie idiotę. Tak o to oberwało się zespołom metalowym i festiwalom muzycznym, na których grają (próba odwołania Hunter Festu 2007). Nie byłoby w tym naprawdę nic dziwnego – koniec końców, Kat ma teksty satanistyczne, członkowie Behemotha rzeczywiście wyglądają jak członkowie koła “Z Szatanem na Ty”, ale co, proszę mi wytłumaczyć, na liście Nowaka robi Myslovitz i Trubadurzy? Wie to tylko niesamowicie skomplikowany mózg Rysia.

Najlepszym chyba podsumowaniem będzie sama wypowiedź członków zespołu Kat:
Po usilnych prośbach ze strony mediów chcielibyśmy się odnieść do czarnej listy zespołów propagujacych satanizm. Otóż jest nam niezwykle miło że znaleźliśmy się w końcu na jakiejś liście i to na pierwszym miejscu, bez żadnej protekcji i znajomości, co jest niewątpliwie jednym z naszych największych sukcesów. Lista, która sama w sobie jest niezłym przebojem, wyróżnia nasz zespół tak jak nawet nie marzyliśmy. Serdecznie dziękujemy Panu Nowakowi, że pozwolił nam się znaleźć w tak doborowym towarzystwie i zachęcamy do tworzenia innych list (tym razem bliżej związanych z muzyką), w końcu tym się głównie zajmujemy. Choć wcześniej proponowałabym zaczerpnąć bardziej dokładnych informacji na temat artystów, o ktorych Pan Nowak się wypowiada. [...]

Przyznam, że co raz trudniej jest znosić kolejne rewelacje, którymi karmią nas media. Ktoś chce zdelegalizować symbol marihuany, inny zwala winę na gry komputerowe, a jeszcze inny upatruje Szatana w Trubadurach. Siedzisz przed telewizorem, czytasz newsy w internecie i masz nieodpartą chęć zapukania komuś do głowy młotkiem. Albo kafarem. Albo samemu się powiesić, no bo po co ja, taki inteligentny i piękny, mam siedzieć w świecie, gdzie egzystują osobniki pokroju Nowaka?

Opublikowane w: on 07pm17 8, 2007 at 00:45 Komentarze (5)

Kulturalni pederaści.

Parada kretynizmu
Marsz dla Życia i Rodziny

Marsz dla Życia i Rodziny to odpowiedź na Paradę Równości zorganizowaną dnia poprzedniego w Warszawie. Było pięknie, kolorowo, faszyzująco – jak to w Polsce. Całe rodziny, mamy, tatowie, dzieci i skinheadzi szli równo i zgrabnie, by promować życie, rodzinę, piece z Auschwitzu i patriarchat.

Nie zabrakło prawdziwych gwiazd – poseł Wierzejski, podniecający i zarozumiały Krzysztof Bosak, który o seksie przeczytał w poradnikach księży, był też Zawisza, Marian Piłka i nasz dzielny gestapowiec, Roman Giertych.

Główna gwiazda, minister edukacji, zdecydowanie zadeklarował swą motywację uczestnictwa w pochodzie: Jestem tutaj, ponieważ popieram rodzinę i uważam, że trzeba przeciwstawić się temu co było wczoraj, że wstrętni pederaści przyjechali tutaj z wielu krajów i próbowali narzucić nam swoją propagandę.

Marsz, oprócz standardowych haseł: “Małżeństwo tylko miedzy kobietą, a mężczyzną”, “Chłopak i dziewczyna to prawdziwa rodzina” ujawnił też medialnie dobre nowości: “Człowiekowi tak – homoseksualistom nie”. Manifestujący więc nie mieli zbyt wielu wykładów z biologii, ale wybaczmy im to – przecież są tak oddani sprawie…

Sama parada była jednak nudna – żadnych swastyk, krzyży celtyckich – no panowie! Z formy wychodzicie, czy jak? O wiele ciekawiej było na Paradzie Równości – jeszcze bardziej kolorowo, oszałamiająco, a i liberalnie. Wstrętni pederaści dali popis designem ubioru i wielką pompą. Performance w istocie zmiażdżył faszystowską konkurencję.

Parada Równości 2007
Parada Równości 2007.

Manifestacja odniosła sukces. Co prawda posłanka Senyszyn krytykująca Giertycha dostała anonimowy list i sznur, by móc się powiesić. Treść listu iście błyskotliwa: “Droga posłanko, bardzo mi przykro, że twoja matka ciebie nie wyskrobała, bo o jedną łachudrę byłoby mniej. Masz tu linę i wiesz, co masz z nią zrobić. Ze stalinowskim pozdrowieniem. Skrobaczń.”

Miło, droga prawico, że o wszystkim pamiętaliście.

Opublikowane w: on 05pm24 8, 2007 at 00:45 Komentarze (8)

O sile.

Bawiłem się niedawno w barze. Próbowałem, pamiętam, wyciągnąć z papierosowego dymu parę sylwetek. Zaciekawiło mnie, jakie są te sylwetki, co mówią na pierwszy rzut oka. 

alkoholik o aspiracjach PR

Sylwetka numer jeden mówiła niewiele. Miała bowiem problemy, mocne piwo zwiększyło przyciąganie ziemskie. Sylwetka podpierała się jedną ręką, jednocześnie popalając papierosa. Skośne, podkrążone oczy wołały: „jest mi dobrze, ale więcej już nie zniosę”. Chyba kłamały. Sylwetka zniosła jeszcze dwa piwa i wtedy powiedziała więcej. Człowiek pijany prawdę ci powie. Nie wiem, który idiota stworzył te powiedzenie, bo jest ono zupełnie nietrafione. Może jakiś alkoholik o aspiracjach PR próbował podreperować wizerunek pijaków.

Wracając do obiektu badań, zauważyłem, jak sylwetka ta urosła, jak napięła mięśnie i zaczęła się puszyć. Któryś z jego kolegów objął go przyjacielsko ramieniem, ten zaś odpowiedział groźnym wzrokiem i przemocą. Taką przyjacielską agresją, która zakładała: „słuchaj, może i jesteśmy kumplami, ale spierdalaj ode mnie geju”. Coś w ten deseń. 

adorowany fallus zmalał,
 skulił się i zdechł

 

Zapytałem się go o coś. Zrobił groźną minę, zastygł jak posąg. Gdyby nie był pijany, może i nawet stałby się jakimś siejącym postrach faszystą. Nie wyszło mu jednak. Jego napinana do granic możliwości męskość pękła od litrów wlanego w siebie piwa. Twarz mówiła: „Jestem groźny, jestem mężczyzną, jestem kurwa facetem, mogę pobić, zabić, jestem kotkiem i myszką, tulę się do podusi, zasypiam z włożonym kciukiem do ust”. Jego adorowany fallus zmalał, skulił się i zdechł.

Zapytałem, dlaczego się tak po męsku puszy i co manifestuje. Zrobił jeszcze groźniejszą minę, jeszcze bardziej napiął mięśnie i jeszcze bardziej umilkł. Przypominał naćpanego lwa, który miał zaraz rzucić się do skoku. Uratował mnie drugi kolega. Powiedział, daj spokój, rzeczywiście bez sensu się puszysz.

lansowany partner

Druga sylwetka zdawała się być spokojniejsza. Na pewno mniej pijana. Sprawiał wrażenie nie przewodnika małżeństwa, nie patriarchalnego mężczyzny-rycerza, a obecnie popularnego w pismach (tych dla pań i panów) lansowanego partnera. Partner ten również palił papierosa, lecz pił słabsze piwo. Ubierał się raczej luzacko (nie podkreślał sztucznie męskości). Przez chwilę nawet myślałem, że to najprawdziwszy udżenderowiony człowiek!

Później nadeszła rewizja. Partner zaciągnął się, wypuścił dym i powiedział: „Ja do gejów nic nie mam, niech tylko mi w drogę nie wchodzą. A feministki są głupie dupy, bo chodzą z plakietkami ‘cipa’!”. Partner pokiwał pewnie głową, adorowany fallus przytaknął i dodał coś wyjątkowo męskiego: „Ja nawet jakbym był nie wiadomo jak pijany, to i tak nie uderzyłbym kobiety”. Wierzę na słowo.

Nasi silni mężczyźni sypiają z kciukami w ustach. Potem idą do barów, odziani w obcisłe koszulki manifestują niezależność, potęgę i władzę. I nasuwa się pytanie, czy ta poza, to przypadkiem nie ostatni krzyk (mody) desperacji?

Opublikowane w: on at 00:45 Skomentuj

Z pomnikami po harcersku

Generalnie chodzi o to: ci w Rosji zdenerwowali się na tych w Estoni, bo ci obalili im radziecki pomnik. Tyle informacji. Wracamy do Polski.

Bo w Polsce, po solidarni z Ukrainą i slava Biała-Ruś, zechcieliśmy być solidarni z Estonią. No dobra, ja tam mogę być, nudzę się ostatnio i chętnie trochę solidarny pobędę.

chętnie solidarny pobędę

Tyle tylko, że teraz nie mówi się jawnie o Estonii. Wszystkie partie bowiem zachowują się zgoła inaczej: chcemy obalać radzieckie pomniki! Każde ugrupowanie inną metodą, ci linami, inni (ci od dekomunizacji) dynamitem. Giertychowi nie dawać tej ustawy, bo przypieprzy bombą atomową.) Nikt jednak nie mówi o Estonii. A zarówno tam jak i u nas chodzi o to samo.

Czy mi przeszkadza taki pomnik? Nauczyłem się ignorować zniszczone ławki i powywracane kubły na śmieci, zniosę więc i te cholerne pomniki. Ale gdyby jednak, pojawiła się taka możliwość (a przecież się pojawiła) to jestem za. Sam mogę nawet coś poobalać, bo jak mówiłem, nudzę się trochę.

mogę coś poobalać

Szkoda tylko, że nie uczyniliśmy z tego kolejnej sprawy narodowej (bo my nawet z Goździkowej sprawę narodową uczyniliśmy). Taki czyn społeczny, kto oderwie więcej głów żołnierzom z Armii Czerwonej zrobiłby wrażenie. A potem wielka msza na Placu Czerw… tzn. na Grobie Nieznanego Żołnierza, składanie zniczy, kwiatów, odśpiewanie Bogurodzicy, ckliwe spojrzenia, harcerze na warcie.

Nie uczyniliśmy? Jak to, nie będzie plakietek i wstążek z barwami Estonii? Nie będzie manifestacji, namiotowych wiosek i szyldów: „Putin srutin!”. Nie będzie programu „Warto rozmawiać” poświęconego dekomunizacji? („Dekomunizacja, za i przeciw, wejdź na chat i zrób z siebie idiotę”). Trochę nudno jak na wielki spektakl. Znając Polaków, musimy powiedzieć, że trochę za mało fanatyzmu i pijanych mężczyzn wykrzykujących kretyńskie hasła.

trochę za mało fanatyzmu

A mimo wszystko zrobiliśmy z tych pomników kolejną, po lustracji, sprawę narodową. Partie nie mogły jednak zgodzić się w każdym calu (takie rzeczy to tylko, jak papież umiera) i musiały postawić delikatne różnicę: my chcemy teraz obalać, my trochę później, my w ogóle później.

Z biednych i brzydkich pomników zrobili nam kartę przetargową. Można zarobić parę wyborczych punktów i odwrócić uwagę od spraw delikatnych, jak na przykład nasza służba zdrowia. Super. Przynajmniej będziemy mogli odegrać rolę Irakijczyków, którzy w telewizji obalali pomnik Sadama. A ile przy tym było radochy…

Opublikowane w: on 05pm13 8, 2007 at 00:45 Komentarze (1)

O patriotyzmie i Manieczkach, słów dalszych kilka

Już tylko chwileczkę o tym nudnym temacie, jakim jesteśmy my i nasze wznoszone serca w stronę godła. Mimo tego, sprawa naszej ekspansji na zachód z narodowymi barwami wydaje się bardzo ciekawa. Naprawdę! Gdy zobaczyłem relację z Love Parade, bodaj 2002 (wybaczcie proszę te nieścisłości, ja w ogóle się na tej muzyce nie znam) i tym samym pierwszą w historii tej imprezy polską platformę z dj’ami, nie mogłem wręcz posiadać się ze śmiechu.

Jak to jest, że w Ameryce czy Anglii ludzie z dyskotek, koncertowi fani czy uczestnicy jakichś spontanicznych pochodów i manifestacji, idą zgodnie, bawią się, nawet ćpają, chleją, robią dzieci po krzakach, ale żaden z nich nie krzyczy „Anglia! Anglia! Anglia!”. A Polacy?

nie damy się

A Polacy wprawieni w boje na stadionach, jak zwykle ukazują swój niezwykły patriotyzm. Na wspomnianym filmowym zapisie z Love Parade, polska platforma, oprócz tego, że puszczała techno, zagrzewała fanów skandowaniem: „Polska! Polska! Polska!”. Wieśniactwo pełną parą. I to ciągle, bez przerwy. Ja wysiadam. Tysiące obcokrajowców bawi się przy kosmopolitańskich platformach zagranicznych, ale tylko my musieliśmy oczywiście dorzucić trochę swojej wiochy.

Można się nawet zastanowić, że cholera jasna! Ta Polska to jednak musi być jakąś utopią! To skąd te sondaże, skąd te ogólnonarodowe głosy krytyki? Z płaskich serduszek hipokrytów. I nie chodzi tylko o Love Parade. Na Przystanku Woodstock ciągle tysiące „anarchistów” drze pałę: „Polska! Polska! Polska!”. Prawdziwi nachlani patrioci.

Jadę na festiwal do Danii, to nie chcę słyszeć pod sceną pół miliona fanów, którzy krzyczą: „Dania! Dania! Dania!”, a potem jeszcze „Ole, ole, ole, ole – nie damy się, nie damy się!”. Gówno tam, nie dacie się, za przeproszeniem.

olewam turystykę

Że przesadzam? Że mówię bzdury? To wyobraź sobie, czytelniku, co by się stało, gdyby na Love Parade 2002 obok polskiej platformy, jechała platforma niemiecka. Skandal wywołany okrzykami „Niemcy! Niemcy! Niemcy!” zaraz wzbudziłby podejrzenia o odradzający się nazizm. Nie spodobałoby się to nam, na pewno.

Gdzie się nie zjawimy, gdzie nie zjawię się ja, widzę jak zupełnie wcięci „fani” idą z okrzykami „Polska!”, z równie popularnym „Nie damy się!” i jeszcze parę innych okrzyków żywcem wyciągniętych ze stadionów. Skoro więc w Berlinie można poczuć się jak na polskim stadionie, to ja olewam turystykę.

Opublikowane w: on 05pm11 8, 2007 at 00:45 Komentarze (3)

Patriotyzm oczojebny

Drugiego maja świat stał się oczojebny. Proszę sobie wyobrazić, w zupełnie zwykłym porządku wstaję, otwieram okno, (może się coś zmieniło) i pełen nadziei, że obudziłem się w innym, jakimś bardziej bezimiennym kraju, wyglądam, by zobaczyć wspaniale skrojone flagi biało-czerwone. Znów przypomniano mi (delikatnie), że jestem trochę w tyle.

nie wzięli pod uwagę
bankowych blankietów

Spodziewałem się nawet przez chwilę, że jak u Kafki ktoś nagle zapuka i będzie chciał mnie sądzić. Przesadzam? Może, ale śniadania też mi nie podano.

Ubieram się i wychodzę z domu. Zamiar prozaiczny: zakup papierosów, zapałek, kawy „trzy w jednym”. Idę ulicą Papieża Jana Pawła II, swego czasu jedyną w Polsce z tytułem „Papieża”. Przypominali o tym ciągle lokalni patrioci (lubią się policytować, kto jest większym wierzącym i większym patriotą – zupełnie nie wzięli pod uwagę wąskich pól na bankowych blankietach).

W telewizji przypominają o wywieszaniu flagi. Szukam jej w domu, ale niestety – może przyjmą wymówkę, że pies mi zjadł, brat rozlał herbatę czy coś w tym guście. Flagi nie wywieszę, bo i tak mam brzydki parapet, okno i otynkowanie budynku. Takim estetów jak ja więcej jednak nie ma, bo widzę flagi w slumsach, widzę jak paru żuli podsadza się wzajemnie i wieszają, wieszają te flagi. Widzę biel i czerwień w śmietnik wetkniętą, widzę jak zwisają ze szkół, urzędów, biurowców, kościołów. Dobrze, że nie jestem patriotą. Jeszcze bym się zniesmaczył.

W kościołach zresztą trwały „rekolekcje”. Uczono motłoch, że flagę wiesza się czerwonym do dołu, a białym do góry. Zupełnie chybiony zamiar – nas, Polaków, pouczanie jak ma wyglądać flaga? No przecież my pierwsi garniemy się do skandowania „Polska!”, „Polska!”.

3 maja zaś, gdy obejrzałem wiadomości, ze śmiechu zakrztusiłem się papierosem. Naprawdę. Oto reportaż o tym, czy Niemcy (tacy wiecie, zwykli, bez żadnych upolitycznionych udziwnień) wiedzą coś o Konstytucji 3 maja. Niemcy potwierdzili etymologię słowa Niemcy i stali się niemi. Paroma dziennikarskimi sztuczkami TVP delikatnie wyraziło „swoje” zdanie na temat tegoż precedensu. Powiedzieć wprost nie mogli, pokazali nawet opinię przeciwną, w której polski turysta mówi (cyt. z pamięci): „Przecież Polacy też nie znają faktów z historii krajów unijnych”. Mądry człowiek.

Za to mniej mądrych nie brak najwyraźniej w TVP, bo reportaż ten przecież jest po coś. To nie koniec kwiatków. Nasi dzielni patriotyczni reporterzy przez obraz i dźwięk pokazali, że dziś (3 maja) w stolicy UE nie świętuje się tego wspaniałego święta. O matko boża, i co teraz?!

Niemcy też muszą świętować

Potem kolejny reportaż. Tym razem o ruszeniu nowego programu TVP Historia. Piękne marketingowe zagranie – nowe TVP Historia to środek na brak polskiego patriotyzmu wśród młodzieży. Niemieckiej. Bo najwyraźniej Niemcy też muszą świętować to nudne święto. I w UE też tam muszą podrygiwać do Bogurodzicy francuscy politycy. Mogli jeszcze zaprosić hip-hopowców, tak jak kiedyś do Papieża. Byłby to przynajmniej jakiś powiew nowoczesności, a i coś ciekawszego. Odrobinę.

Mamy już (podsumujmy) Romana Giertycha w Ministerstwie Edukacji (choć sam wymaga reedukacji – taka czysta wieczorna złośliwość, wybaczcie), mamy akcję „Pamiętaj o Katyniu” (no cholera, ja pamiętam, pamiętam!) no i mamy TVP Historia. Teraz leserzy z gimnazjum na pewno przestaną zakładać nauczycielom kosze na śmieci i zaczną pilnie studiować spór o inwestyturę, dzieje dynastii Przemyślidów i upadek Zakonu Krzyżackiego.

Nie chcę zostać źle zrozumiany. Nie krytykuję programu TVP Historia, który sam w sobie zapowiada się nieźle (jeśli oczywiście kogoś to interesuje). Raczej irytuje mnie cała ta fascynująca medialna i społeczna otoczka wokół patriotyzmu. Dzisiaj już nie czepiają się mnie, gdy w towarzystwie wytknę coś Kościołowi. Za to gdy powiem, że zapomniałem drugiej zwrotki hymnu narodowego, podnosi się raban, widły i pochodnie.

A przecież, panie i panowie, są różni ludzie i niekoniecznie ktoś musi uważać, że Polska to jedyny kraj na świecie, którego święta powinni obchodzić europosłowie. Patriotyzm, wydaje mi się jednak, nie na tym polega. Nasikaj na flagę i poczuj miłość do Polski, wtedy zrozumiesz, o czym piszę.

Opublikowane w: on 05am9 8, 2007 at 00:45 Skomentuj

Proszę pani!

Wpadam do tego sklepu, do którego zwykle wchodzę. Mówię, dobry wieczór, pogoda ładna, myszy harcują, nalewkę proszę. A ona patrzy, jej plakietka z imieniem i nazwiskiem na mnie patrzy, poczym stuka w tabliczkę i mówi: alkoholu, proszę łaskawego pana, nietrzeźwym nie podajemy.

No jak to tak, myślę, tego kraju efekt cieplarniany się nie ima, gdzieś mamy brud na ulicach i sepsę w jednostkach wojskowych, a tu nagle TAKA poprawność? No proszę pani, bez, jak to mówią, jaj. Proszę mi sprzedać, ja nie piję na chodniku, nie wydupczę tego przed sklepem, o to się pani martwić nie musi. Ja legalnie, przyzwoicie w pareczku się zaszyję, potem butelkę do śmietnika wrzucę, o! Zero stresu, kłopotu i jeszcze pani zarobi!

Że ja się na nogach ledwo trzymam? Cały ten kraj ledwo się na nogach trzyma, jeden pijany kretyn w tę czy w tę nie zrobi różnicy, proszę pani. Ja naprawdę chcę się dzisiaj zapomnieć i nie myśleć. Chcę leżeć potem na podłodze w domu i próbować ściągnąć buty. Wie pani, kobieta, mężczyzna, dzieci, teściowa robi kłopoty. Ja tylko tak młodo wyglądam, ja sobie wypraszam, jestem poważnym człowiekiem z zupełnie poważnym zamiarem. No proszę pani, dziś piąteczek, pogoda ładna, myszy harcują, nalewkę proszę. No proszę pozwolić mi się zeszmacić!

Ja wcale wulgarny nie jestem, ja tylko artystycznie podkreślam wydźwięk komunikatu. I proszę mi wreszcie podać tę ostrowinę porzeczkową, no proszę pani. Co mam zrobić, żeby dostać tę butelkę? Zatańczyć na ladzie czy Mickiewicza wyrecytować? Ja, pani rozumie, filologię polską studiuję, na co dzień poważny ze mnie chłopak, tylko teraz, taka nagła potrzeba, ciągota straszna, ulituje się pani.

Przecież ja do samochodu nie wsiadam, głośno się nie zachowuję. Ja sobie zaraz jazz w słuchawkach uruchomię i pójdę spokojnie z nalewką pod pachą. Proszę pani, są przecież w tym kraju ludzie, którzy jeszcze współczują i ja wiem, ja pewny jestem, że to właśnie jest pani, no proszę pani! Ja jestem człowiekiem i mam wszelkie prawo do autodestrukcji, poniżania się i szmacenia, pani rozumie, proszę pani.

No proszę pani!

Opublikowane w: on 05pm8 8, 2007 at 00:45 Skomentuj

Hipokryzja stosowana

W moim mieście różne rzeczy się dzieją. Naprawdę. Nie tak dawno widziałem świeży napis na murze: „Człowiek bez religii jest jak ryba bez roweru”. Tydzień później napis został zamazany. Dokładnie i pieczołowicie. Z paniczną wręcz starannością. Co by się stało, gdyby to Pan Bóg zobaczył!

Dziw więc bierze, dlaczego ta niesamowicie sprawna cenzura nie działa, gdy jakiś wyjątkowo głupi Polaczek nabazgra na murze swastykę (obowiązkowo z ramionami nie w tę stronę, nie wymagajmy za dużo). Antysemickie hasełka wiszą na tych nieszczęsnych, atakowanych murach i chełpią się swoją chamskością. Ty Żydzie, wypierdalaj! Tak sobie idę przez miasto i czuję się trochę jak w Treblince. Tu szatnia, tu prysznice, nie zapomnijcie ściągnąć zegarka! 

czuję się trochę jak w Treblince

W sumie, jest w tym jakiś sens. Można powspominać, nieco się zastanowić nad sobą, nad innymi. Ale za bardzo nie ma na to czasu, obok stoi nowo otwarta Biedronka. Mogliby jeszcze sprzedawać tam pamiątki z obozów zagłady, np. okulary, paznokcie, włosy na wagę. 

Jak to jest, że boimy się pokazać w Niebo fuck off, a nie niepokoi nas neonazistowska tendencja wśród młodzieży. I to tendencja całkiem silna, zaręczam! Polska na murach może być pronazistowska, ale już areligijna nie? Co jest ważniejsze w świecko-katolickim kraju? Katolicyzm. Świeckich można wsadzić do pudełek i sprzedawać w kioskach jako kredki świecowe. Za trzy pięćdziesiąt. Kup i namaluj sobie swoją swastykę. Uwaga, świeci w ciemnościach!

 Zawsze przecież można powołać się na to, że nazista też człowiek i też katolik. Co z tego, że Gott mit uns jakoś za bardzo sobie do serca wzięli.

 

Opublikowane w: on 05pm7 8, 2007 at 00:45 Skomentuj